/Dla kogo Konstytucja?

Dla kogo Konstytucja?

(komentarz wygłoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej, 92 FM, 12 lutego 2004, godz. 10.00 i 21.30)
 
Od kiedy powstał Ruch Obywatelski na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych w dyskusji publicznej pojawił się problem zgodności postulatu tego Ruchu z Konstytucją. Oczywiście, w pierwszym okresie była to kwestia zgodności z tzw. Małą Konstytucją, uchwaloną w 1992 roku, która też, podobnie jak "Duża Konstytucja" uchwalona w kwietniu 1997 roku, przewidywała tzw. proporcjonalność wyborów do Sejmu. Cóż to takiego może być, ta zapisana w Konstytucji, "proporcjonalność"? Według podręcznika prawa konstytucyjnego (B. Banaszak, "Prawo konstytucyjne", C. H. Beck, Warszawa, 1999) ma oznaczać "zapewnienie podziału mandatów wyborczych pomiędzy poszczególne ugrupowania, które wystawiły listy wyborcze, proporcjonalnie do liczby głosów oddanych na nie w wyborach". Któż jednak wie, jak tego dokonać? Z praktyki polskiego parlamentaryzmu widzimy, że od pierwszych wyborów w roku 1991, przy każdych wyborach posługiwano się innym sposobem rozdzielania mandatów, raz metodą d'Hondta, innym razem Sainte-Lague, czy "zmodyfikowaną metodą Sainte-Lague". Jak będzie w najbliższych wyborach – nie wiadomo. Każda z tych metod, zastosowana do tych samych wyników głosowania, prowadzi do innego podziału mandatów. Gdybyśmy, na przykład, do ostatnich wyników głosowania z roku 2001 we Wrocławiu, zastosowali metodę "proporcjonalną", jak ją stosowano w roku 1997, to w miejsce obecnych posłów Jana Otręby z SLD i Marka Muszyńskiego z Pis-u w Sejmie znaleźliby się Tomasz Wójcik z AWS i Władysław Frasyniuk z UW. Gdyby liczyć jeszcze inaczej, tak np. jak to robiono w roku 1993, to na miejsce Janusza Dobrosza z PSL weszłaby do Sejmu Agnieszka Krawczyk z SLD. I podobnie sprawa wyglądałaby w każdym innym okręgu wyborczym. I wszystkie te wybory, według naszych ustawodawców miałyby być tak samo "proporcjonalne"? Widać więc, że pojęcie to rozciągłe jest jak guma i każdy może w nie wkładać co mu się podoba. Być może tym kierowało się 57 posłów, z Geremkiem, Kaczyńskim, Krzaklewskim, Dornem i innymi na czele, kiedy w kwietniu 2001 składali w Trybunale Konstytucyjnym wniosek o sprzeczności ordynacji wyborczej do Sejmu z Konstytucją. Posłużyli się tam ciekawym argumentem. Przywołali bowiem specjalną matematyczną miarę "proporcjonalności", albo, jak kto woli "dysproporcjonalności", czyli odstępstwa od proporcjonalności, którą stosują specjaliści w naukach politycznych, tzw. indeks Gallaghera (najmniejszych kwadratów). Nie wdając się w szczegóły powiedzieć możemy, że im ten indeks jest większy to z proporcjonalnością gorzej, a im mniejszy tym lepiej. Gdyby wybory były naprawdę proporcjonalne, to ten indeks wynosiłby zero. Otóż składający skargę posłowie utrzymywali, że z tego punktu widzenia w Polsce jest bardzo źle, a indeks ten jest dużo gorszy niż w wielu krajach, które stosują zasadę wyborów w okręgach jednomandatowych! I rzeczywiście. Mam przed sobą książkę wydaną w roku 2001 w Stanach Zjednoczonych, Davida M. Farrella "Electoral Systems" (Palgrave, New York, 2001). A w niej jest podana obszerna tabela porównująca wyniki wyborów w różnych krajach i różnych systemach wyborczych, i podane są obliczenia tego indeksu, który określa na ile wybory były "proporcjonalne". Wymieniona tam na 34 miejscu Polska ma podany indeks Gallaghera 9,79, a znajdujące się tuż przed nią, na pozycji 33, Indie, w których wybory odbywają się w JOW, mają indeks 7,22! Ale na przykład wybory w USA, które są na miejscu 28, mają indeks 5,43, a Republika Malawi (na miejscu 8), też z wyborami w JOW, ma indeks 2,00! Wygląda więc na to, że w USA wybory są prawie "dwa razy bardziej proporcjonalne" niż w Polsce, a w Malawi, to nawet 5 razy bardziej!

     Przyglądając się bliżej zasadom konstytucyjnym i ich stosowaniu w praktyce wyborczej, podnosić zaczęliśmy i inne zarzuty. Zauważyliśmy, że wybory do Sejmu są na bakier z konstytucyjną zasadą równości obywateli. I wystarczy tu jeden przykład: Mniejszość Niemiecka w woj. Opolskim zdobyła w wyborach niecałe 50 tysięcy głosów i dzięki temu ma 2 posłów, podczas gdy AWS, która uzyskała ok. 800 tysięcy głosów, a więc 16 razy więcej, nie zdobyła ani jednego mandatu! Jakaż tu może być mowa o równości i proporcjonalności? Itd. itp.
     Kiedy wygłaszamy te krytyczne opinie, kiedy mówimy, że nasze konstytucyjne prawa są gwałcone przez ordynację wyborczą, pojawiają się z wysokich inteligenckich kręgów nawoływania, że nie mamy prawa tak mówić, że to jest populizm i demagogia, że co my możemy wiedzieć o sprzeczności z Konstytucją, nie jesteśmy przecież specjalistami w zakresie prawa konstytucyjnego, a to nie jest przedmiot do rozważań dla domorosłych prawników, którzy, z lektury jakichś gazet czy z pozycji chłopka ? roztropka, chcą wyrokować o zgodności aktów prawnych z Konstytucją! To jest sprawa dla wybitnych prawniczych autorytetów, w szczególności dla sędziów Trybunału Konstytucyjnego i tylko oni są kompetentni i władni, aby o tych sprawach dyskutować i o nich rozstrzygać. Twierdzą więc różni uczeni mężowie, że jeśli nie zaprzestaniemy wygłaszać takich herezji, to nikt poważny, wykształcony i uczony do nas nie przyjdzie, że sami siebie skazujemy na bycie na marginesie.
     Czy tak jest rzeczywiście? Czy Konstytucja, zasada praw, jest dokumentem, który interpretować mają prawo wtajemniczeni, ludzie posiadający specjalną wiedzę, prawnicy konstytucjonaliści, czy też prawo do jej rozumienia i interpretowania ma każdy obywatel?
     Naszym zdaniem odpowiedź jest oczywista. Konstytucja jest specjalnym dokumentem, zupełnie innym od np. podręcznika fizyki teoretycznej czy analizy matematycznej. Konstytucja została ogłoszona i poddana pod głosowanie powszechne i została zatwierdzona w referendum konstytucyjnym. Oznacza to, że każdy przeciętnie wykształcony obywatel, że każdy kto posługuje się poprawnie językiem polskim i posiada zdolność logicznego myślenia, posiada wystarczające kwalifikacje, aby zrozumieć treść tego dokumentu. Gdyby bowiem tak nie było, gdyby konstytucję zrozumieć mogli tylko ludzie odpowiednio przygotowani i wykształceni, to przeprowadzanie w tej sprawie ogólnonarodowego referendum byłoby zwykłą manipulacją i oszustwem i taki dokument nie posiadałby żadnej mocy wiążącej i obowiązującej, byłby gwałtem na demokracji, a nie jej fundamentem.
     Dlatego nie pozwalamy zatkać sobie ust straszakiem niekompetencji i domorosłości. Podnosimy głośno sprawę systematycznego naruszania naszych praw obywatelskich i wzywamy do naprawienia tego stanu rzeczy. Oczywiście, wszyscy jesteśmy omylni, mamy prawo do błędu. Jeżeli pisząc i mówiąc o tych sprawach w tylu rozlicznych miejscach, mylimy się, nie czytając uważnie, czy nie rozumiejąc właściwie słów zapisanych w języku polskim, to wychowawcy i przewodnicy narodu – nasi chociażby parlamentarzyści, którzy posiedli wiedzę tajemną, powinni nam to wyjaśnić! Jak jednak widać, nie kwapią się z tym wyjaśnianiem. Nawet wspomniany wyżej wniosek 57 posłów, skierowany do Trybunału Konstytucyjnego, poszedł do kosza i nie został rozpatrzony! I nikt, nigdzie, w żadnym publicznym miejscu, w żadnym artykule prasowym, w żadnej dyskusji radiowej czy telewizyjnej, nie odważył się tego tematu podnieść i wyjaśnić dlaczego ci uczeni posłowie, w śród których błyszczały najświetniejsze nazwiska polskiej współczesnej polityki, tytuły profesorskie i inne, nie mieli racji, nie rozumieli Konstytucji?
     Nie dajmy się więc straszyć i szantażować. Nie wierzmy w wiedzę tajemną tych, którzy kiepskim aktem wyborczym – takim jak te wybory od roku 1989 – uzyskali przepustkę na ulicę Wiejską i że z tego natychmiast wynika, że rozumieją i wiedzą coś więcej niż my, zwykli zjadacze chleba. Konstytucja jest dla nas, dla obywateli, dla Narodu, i mamy prawo rozumieć jej zapisy i je właściwie interpretować. To nie jest zbiór przepisów czarnej magii ani równań różniczkowych. Domagajmy się głośno respektowania naszych praw. I domagajmy się JOW w wyborach do Sejmu.

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych