/Walentynki Pana Prezydenta Kwaśniewskiego

Walentynki Pana Prezydenta Kwaśniewskiego

(komentarz wygłoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej, 92 FM, 19 lutego 2004, godz. 10.00 i 21.30)
 
Zgodnie z najnowszą europejską tradycją, z okazji tzw. Walentynek, kiedy wszyscy mają wszystkich kochać i robić prezenty, Pan Prezydent Aleksander Kwaśniewski, w dowód swojego szczerego afektu do ukochanych rodaków, zrobił nam niesłychany prezent i zapowiedział zgłoszenie projektu nowej ordynacji wyborczej do Senatu, w której przyszłych senatorów wybierać będziemy mogli w 100 jednomandatowych okręgach wyborczych. Przy tej okazji powiedział, że rozważa sprawę podarowania nam także wyborów posłów w jednomandatowych okręgach wyborczych, ale na razie jest jeszcze na to za wcześnie, jeszcze społeczeństwo polskie do takich wyborów nie dojrzało. Może za 6, może za 8 a może za 16 lat. W zależności, ma się rozumieć, od tego, jak ten proces dojrzewania będzie przebiegał. Na razie Pan Prezydent chce stworzyć nam okazję, żebyśmy sobie poćwiczyli demokratyczne wybory na Senacie. Jak się ten eksperyment powiedzie, to wtedy – proszę bardzo. Ale teraz trzeba na zimne dmuchać i jeszcze nie czas.

     Z takiego przedstawienia sprawy wyciągnąć można trzy wnioski.
Primo, że Aleksasnder Kwaśniewski uważa, że wybory w JOW są lepsze i bardziej demokratyczne od wyborów na listy partyjne. Jest to bardzo ciekawe, ponieważ do tej pory wszyscy kształceni na marksizmie-leninizmie politolodzy i konstytucjonaliści polscy, jak jeden mąż, głosili coś dokładnie odwrotnego: że właśnie wybory na listy partyjne są tą najwyższą formą demokracji, a jednomandatowe okręgi wyborcze, to jest jakiś przeżytek szlachetczyzny, od Sasa do Lasa, którego skutkiem może być tylko warcholstwo, brak dyscypliny i najgorsze liberum veto, jakie tylko można sobie wyobrazić. Taki pogląd, co najmniej od 1989 roku, głosili nie tylko pezetpeerowscy zawodowi ideolodzy, ale warto pamiętać, że już w Magdalence tacy ludzie "opozycji demokratycznej" jak Lech Kaczyński, Adam Michnik i inni, domagali się wyborów na listy partyjne także do Senatu. Oni też nie wierzyli niedojrzałemu i przypadkowemu społeczeństwu i byli przekonani, że bez ich światłego kierownictwa przepadlibyśmy w otmęcie dziejów.
Secundo, że pomimo już 15 lat ćwiczenia demokracji pod przewodnictwem Aleksandra Kwaśniewskiego, Adama Michnika, Józefa Oleksego, Tadeusza Mazowieckiego i legionu najznakomitszych demokratów i nauczycieli demokracji, społeczeństwo polskie nadal jest niedojrzałe i niedorosłe i trzeba je ciągle wychowywać. Niby zaledwie kilka miesięcy temu zdaliśmy egzamin z demokracji i wybraliśmy Unię Europejską, a jeszcze wcześniej, w referendum, zaakceptowaliśmy konstytucję Kwaśniewskiego, nawet pokochaliśmy Walentynki i Jerzego Owsiaka, a i tak tego wszystkiego za mało, żeby nas uznać za społeczeństwo zasługujące na prawdziwą demokrację i na JOW w wyborach do Sejmu!
Tertio, że tzw. Izba Wyższa Parlamentu, jaką jest Senat, jest, zdaniem Kwaśniewskiego i jego speców od strategii i taktyki, instytucją całkowicie drugorzędną i bez znaczenia dla funkcjonowania państwa, rodzajem piaskownicy czy przedszkola, w którym i na którym możemy sobie ćwiczyć i testować demokratyczne struktury. Nie jest to wniosek nowy. Idąc do ostatnich wyborów parlamentarnych, eseldowcy głośno wołali o likwidacji Senatu, uważając tę Izbę za zbędną i bezużyteczną. Ta zbędność i bezużyteczność wynika z konstytucyjnego umocowania i przyznanych Senatowi kompetencji. Są to kompetencje, w gruncie rzeczy, żadne, bo sprowadzają się tylko do zgłaszania poprawek do ustaw przegłosowanych przez Sejm, ale te poprawki Sejm może zawsze, większością głosów odrzucić. Już dużo większe kłopoty ma Sejm z poprawkami prezydenta, bo do odrzucenia veta prezydenta konieczna jest większość 3/5 Sejmu. W takim umocowaniu Senat jest tylko niepotrzebnym pośrednikiem i wygodną synekurą dla zasłużonych partyjniaków. Rozumieją to dobrze "niedojrzali wyborcy" i dają temu dowód nie biorąc udziału w wyborach uzupełniających do Senatu. Jak wiemy, we Wrocławiu, gdzie już po raz czwarty odbywają się uzupełniające wybory do Senatu, frekwencja waha się zawsze w granicach 5-6%, ale w innych regionach bywało jeszcze gorzej (na przykład w Wałbrzychu wyniosła ok. 3%). Dziwią się różni mądrale i fakt tego nie ogłoszonego bojkotu uważają za argument przeciwko wyborom w jednomandatowych okręgach wyborczych. Tymczasem jest to raczej dowód na zdrowy rozsądek obywateli, którzy traktują sami siebie poważniej od tego jak ich traktuje ich prezydent i nie chcą brać udziału w zabawach wyborczych w piaskownicy.
     Walentynkowy prezent Kwaśniewskiego jest niczym więcej, jak jeszcze jednym zabiegiem z arsenału chwytów socjotechnicznych dla stworzenia ułudy, że w Polsce ktoś się ze zwykłymi Polakami liczy. Jak mówi Janusz Sanocki, Senat odgrywa tu rolę murzyńskiego chłopca, którego się wyrzuca z łodzi na pożarcie atakującym krokodylom. Kilka dni temu "Gazeta Poznańska" przeprowadziła sondaż wśród mieszkańców stolicy Wielkopolski, pytając czy wolą wybory w JOW czy na listy partyjne? Okazało się, że 91% ankietowanych opowiedziało się za JOW, a tylko 6% za listami partyjnymi. Ta statystyka zgadza się ze wszystkimi wcześniejszymi badaniami. Tuż przed ostatnimi wyborami prezydenckimi, podczas prawyborów w Nysie, Biuro Badań Wyborczych zadało głosującym to samo pytanie: wynik był 76% za JOW! Ówczesny kandydat na prezydenta, Andrzej Olechowski i jego sztab przeprowadzili własny sondaż i wynik był jeszcze wyższy: przeszło 80% za JOW. Podobne wyniki dają systematycznie badania OBOP-u, CBOP-u i co tam jeszcze jest. Te i inne wyniki zmusiły nawet Marka Borowskiego, Marszałka Sejmu, do przyznania w lipcu ubiegłego roku, w wywiadzie dla gazety "Rzeczpospolita", że "większość Polaków chce głosować w JOW"! Wszyscy więc oni czują na plecach krokodyli oddech i kłapanie zębami, wiedzą, że pomimo blokady informacji wieść się już rozeszła i dotarła do szerokich kręgów społecznych: wieść, że można inaczej, że jest inny sposób wybierania posłów, że nie tylko możemy wybierać pomiędzy tymi, których nam łaskawie pokaże palcem Aleksander Kwaśniewski, a tymi których wskaże Adam Michnik, Jarek Kaczyński czy Andrzej Lepper! Dlatego ruch z wyborami do Senatu jest wyłącznie próbą zyskania na czasie i odwleczenia zmian, które są konieczne. Ale to zyskiwanie na czasie, z punktu widzenia nas, obywateli, z punktu widzenia naszego kraju, to czysta strata czasu.
     Myli się Pan Prezydent i mylą się jego sztabowcy i specjaliści od socjotechniki. Tak samo się mylą, jak się mylili z wyborami do Senatu, które zaproponowali w Magdalence. Ich główny spryciarz, Stanisław Ciosek, rachował wtedy głośno, że co najmniej 50% mandatów w wolnych wyborach do Senatu weźmie PZPR! Że sekretarze partyjni pewni są poparcia w małych województwach! Pokazaliśmy im wtedy gest Kozakiewicza i tak samo potraktowaliśmy ich listę krajową. Ten sam gest powinniśmy im pokazać przy tych nowych Walentynkach i kolejnych manipulacjach wyborczych. Musimy im dobitnie dać do zrozumienia, że nie mamy zamiaru czekać na ich dobrą wolę ani 16, ani 8, ani nawet 6 lat. Bo to państwo jest nasze, a nie Kwaśniewskiego i jego towarzystwa. I dlatego domagamy się JOW w wyborach do Sejmu.

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych