/Teza – Antyteza – Synteza

Teza – Antyteza – Synteza

(komentarz wygłoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej, 92 FM, 25 marca 2004, godz. 10.00 i 21.30)
 
Dwa tygodnie temu, 11 marca, odbyła się w Sejmie debata nad projektem nowej ordynacji wyborczej do Senatu RP, jaki, w imieniu Prezydenta, przedstawiła szefowa jego Kancelarii, minister Jolanta Szymanek-Deresz. Projekt nie wywołał większego zainteresowania posłów, jak to jest już uświęcone tradycją obecnego Sejmu. Pani Minister występowała przy pustej sali, w obecności zaledwie kilku posłów, którzy mieli obowiązek występowania w imieniu swoich klubów poselskich, ale i ci ograniczali się w zasadzie do swojego wystąpienia i postawienia zarzutów czy pytań i, nie czekając nawet na odpowiedź, wychodzili zajmować się ważniejszymi sprawami. Zgorszona tym Pani Mininister zapytała nawet Marszałka Sejmu czy ma obowiązek odpowiadać na pytania posłów, których nie ma na sali? Ze stenogramu, na którym się opieram, wynika, że Marszałek Nałęcz uznał, iż nie ma takiej potrzeby, wobec tego postawione pytania i zarzuty nie doczekały się odpowiedzi.

     Właściwie wszyscy występujący posłowie, zarówno reprezentujący SLD, jak i LPR i inne kluby, w formie mniej lub bardziej otwartej, dawali wyraz swojemu przekonaniu, że propozycja Prezydenta jest ruchem pozornym i dotyczącym sprawy błahej, bo przecież zarówno SLD, jak i inne partie, na przykład PSL i Samoobrona, głosiły i głoszą, że Senat należałoby zlikwidować, że jest to izba zbędna, a co najmniej, że jej konstytucyjne usytuowanie jest niewłaściwe. Pewnie dlatego występujący w imieniu klubów LPR i Samoobrony w ogóle nie zajmowali się meritum sprawy, ordynacją wyborczą do Senatu, a oddany im do dyspozycji czas na wystąpienie uznali za okazję do krytyki Aleksandra Kwaśniewskiego, jak to się mówi, "za całokształt". Obie te partie zresztą uważają, że SLD, razem z Kwaśniewskim i Millerem, już wypadł z gry, że władza leży na ulicy i że to oni będą właśnie beneficjentami tej sytuacji, któż by się więc zajmował sprawami tak nieważnymi jak ordynacja wyborcza do Sejmu czy do Senatu? Ostatecznie, zarówno Andrzej Lepper, jak Roman Giertych czy Jarosław Kaczyński dostali się do Sejmu przy obecnej ordynacji, więc system wyborczy jest dobry, a co najmniej nie najgorszy i wystarczy tylko, żeby "ludzie" zagłosowali inaczej i wszystko będzie w porządku. Paradoksalnie, ta postawa najpiękniej się przejawiła w wystąpieniu Ludwika Dorna, który, jak pamiętamy, kilka tygodni temu referował, w imieniu Prawa i Sprawiedliwości, projekt ordynacji wyborczej, w którym PiS proponował wprowadzenie JOW w wyborach do Sejmu. Występując zaledwie dwa miesiące później, p. Dorn, stwierdził, że politycy PiS-u byli "od zawsze" przeciwnikami JOW, że ludzie, którzy pomysł JOW propagują bałamucą opinię publiczną, że nie ma żadnych empirycznych dowodów na to, że JOW cokolwiek poprawia. Przeciwnie, zdaniem Dorna, wprowadzenie JOW to byłaby katastrofa dla Polski, katastrofa dla państwa. Pomimo tego, zgodnie z dornowską logiką, Dorn popiera propozycję Prezydenta i jest za tym, żeby JOW w wyborach do Senatu wprowadzić, bo wprawdzie to będzie katastrofa, ale katastrofa mała i dzięki temu uda się uniknąć katastrofy dużej, jaką byłoby wprowadzenie JOW w wyborach do Sejmu.
     Wydaje mi się, że w ten sposób poseł Ludwik Dorn wyraził cały sens propozycji Aleksandra Kwaśniewskiego. Różnica pomiędzy nimi sprowadza się do tego, że Aleksander Kwaśniewski, jako przedstawiciel formacji, która od ponad pół wieku rządzi Polską, wie że wystąpienia publiczne nie służą do tego, żeby mówić Polakom co się naprawdę myśli, tylko temu, żeby swoje intencje jak najgłębiej ukryć, podczas gdy poseł Dorn, jako dialektyk o znacznie skromniejszym doświadczeniu i umiejętnościach, ma dużo większe trudności w zamaskowaniu swoich właściwych intencji. Dlatego, kiedy Dorn mówi, że wprowadzenie JOW byłoby katastrofą dla Polski, to każdy słuchacz takiego wystąpienia rozumie od razu, że mówiąc "Polska" pan Dorn ma na myśli pana Dorna, ponieważ jest całkiem oczywiste, że w jednomandatowym okręgu wyborczym Ludwika Dorna, obojętnie czy byłyby to wybory do Sejmu czy do Senatu, nikt by nie wybrał. Ludwik Dorn, kandydując do Sejmu w okręgu warszawskim, uzyskał w ostatnich wyborach zaledwie 2,6% głosów wyborców, i z takim wynikiem nie miałby czego szukać w okręgu jednomandatowym. Podobnie zresztą, jak i cała jego partia. Dowiodły tego wybory samorządowe, w których na 2,5 tysiąca mandatów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast kandydaci PiS zdobyli zaledwie dwie posady, a więc mniej od jednego promila. Rozumiemy więc dobrze jaką katastrofę ma on na myśli.
     Jednakże nie wszyscy posłowie, na szczęście, są Dornami i warto wiedzieć, co powiedzieli na ten temat podczas debaty 11 marca. W szeregu wypowiedzi padło stwierdzenie, że mówcy uważają, że JOW należałoby wprowadzić w wyborach do Sejmu. Takie stanowisko zajęli: Paweł Piskorski występujący w imieniu PO, Roman Jagieliński, w imieniu FKP, Antoni Macierewicz i Jerzy Czerwiński z RKN, Bolesław Bujak z PBL. Również ze strony innych partii, przede wszystkim SLD, PSL i UP padło wiele interesujących stwierdzeń na temat wyborów w JOW. Przede wszystkim referująca projekt minister Szymanek-Deresz stwierdziła, że: "wielkość okręgu wyborczego ma decydujący wpływ na związek między wybranym przedstawicielem a jego okręgiem…. że system JOW powoduje, że akt głosowania będzie bardziej zrozumiały, logiczny i prosty… co wpłynie na zwiększenie frekwencji wyborczej, zmieni sposób prowadzenia kampanii wyborczej i sposób zachowania się elit, co korzystnie wpłynie szerzej na klimat polityczny". Zarówno p. Szymanek-Deresz, jak występujący w imieniu klubu SLD i klubu PSL mówili o lepszej "legitymizacji" wyborów w JOW! Jeśli jestem w stanie zrozumieć co to słowo znaczy, to z tych wypowiedzi wynika, że rozumieją oni dobrze fasadowość i nie demokratyczność wyborów tzw. proporcjonalnych i wielomandatowych, że zdają sobie sprawę, że dotychczasowe ordynacje w skromnym tylko stopniu legitymizują obecny układ polityczny. Wg Prezydenta RP wybory w JOW spowodują, że "wybrany przedstawiciel będzie bardziej wiarygodny i reprezentatywny, a jego decyzje będą miały większe znaczenie i uznanie wśród wyborców". Przemawiający w imieniu PSL poseł Józef Szczepańczyk przedstawił wyniki badań, według których zaledwie 5% Polaków miało, jak dotąd szansę na bezpośredni kontakt z osobami publicznymi, a więc zaledwie jeden na dwudziestu! W ten sposób, jak powiedział Szczepańczyk Polacy dzielą się "na NAS, wyborców, i ONYCH, polityków, którzy dostępni są tylko na ekranie telewizora, w gazecie czy w radio". Poseł Bolesław Bujak postawił pytanie: "Czy potwierdza Pani znane w publicystyce negatywne stanowisko Pana Prezydenta w sprawie zmiany systemu wyborczego do Sejmu na JOW. W publicystyce spotyka się argumentację Pana Prezydenta, iż mamy w Polsce niedojrzałe społeczeństwo i kruchą demokrację. Chciałbym przypomnieć, że w Stanach Zjednoczonych już w 1767 roku zdecydowano się na taki system, a było to ponad 230 lat temu. Czy Pani Minister uważa, że 230 lat temu w Stanach Zjednoczonych demokracja była bardziej dojrzała niż dziś w Polsce?".
     Było to, oczywiście, pytanie retoryczne, a Pani Minister w ogóle nie widziała potrzeby odpowiadania na pytania. Projekt prezydencki został przekazany do dalszych prac i dlatego można się spodziewać, że wróci i usłyszymy jeszcze nie jedną ciekawą wypowiedź. Dzisiaj, jedynie posłowie Prawa i Sprawiedliwości mają odwagę występować otwarcie przeciwko wyborom w JOW. Nie wiem z czego to wynika: czy bardziej z nieuctwa czy bardziej od nadmiaru wody sodowej? Zapamiętajmy jednak tę interesującą kombinację: Paweł Piskorski, przemawiając w imieniu PO, przedstawił tezę, że PO była "od zawsze" za JOW. Ludwik Dorn, w imieniu sojuszniczej partii, PiS (pamiętamy przecież, że obie te partie tworzyły koalicje wyborcze w wyborach samorządowych) wystąpił z antytezą: PiS "od zawsze" była i jest przeciw. Oba ich kluby będą więc głosowały za syntezą jaką przedstawia projekt prezydencki, PO dlatego, że to jest "krok w dobrym kierunku", a PiS dlatego, że przeciwnie, jest to krok do katastrofy.
     Tak się składa, że teraz, kiedy cała ta, pożal się Boże, klasa polityczna przeżywa ciężki kryzys i stres, to nawet posługując się takimi dialektycznymi łamańcami, wielu z jej przedstawicieli zaczyna przemawiać ludzkim głosem i mówić to, co myśli na ten temat większość z nas: że bez JOW w Wyborach do Sejmu nie będzie wiarygodnego i prawomocnego Sejmu, nie będzie wiarygodnej klasy politycznej, nie będzie rozumnych i stabilnych rządów, a Polska nie będzie miała nic do powiedzenia ani w obronie "Nicei" ani przeciwko "Nicei", ani za, ani przeciw wprowadzeniu euro i innych cudów. Będzie tylko pionkiem na europejskiej szachownicy, popychanym raz z Zachodu, a raz od Wschodu, raz przez naszą największą miłość, Stany Zjednoczone, a raz przez naszych najwierniejszych niemieckich przyjaciół, a nawet przez takich, którzy ani miłości ani przyjaźni do nas nigdy nie deklarowali. Tylko JOW w wyborach do Sejmu, w stu procentach, w małych okręgach wyborczych, mogą tę sytuację naprawdę zmienić.
     Wszystkich, którzy mają już dosyć syntezowania tezy z antytezą i chcieliby się doczekać prawdziwych wyborów w JOW, zapraszam do Włocławka, gdzie w najbliższą sobotę, 27 marca, w Urzędzie Miejskim Włocławka, odbędzie się Zjazd Założycielski Krajowego Komitetu Referendalnego o JOW w wyborach do Sejmu. Organizatorem Zjazd

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych