/Agraryści

Agraryści

(komentarz wygłoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej, 92 FM, 9 listopada 2004, godz. 9.00 i 21.30)
 
Motto:
Adam Michnik:
Po prostu potrzebujecie takiej propozycji i głosów, by z nas zrobić dekorację.
Stanisław Ciosek:
My starzy agraryści. Dla nas zawsze jest kwestia: kto kogo zakopie do ziemi.
(K. Dubiński, Magdalenka. Transakcja epoki, Sylwa, Warszawa 1990, str. 173-4).

     Powracam do tego wątku "agrarnego", bo przypomniał mi go niedawno Aleksander Kwaśniewski w rozmowie z Tomaszem Lisem. Pożalił się nasz obecny prezydent kandydatowi na prezydenta przyszłego, że oto napadają na niego ze wszystkich stron, głównie tacy ludzie jak Rokita czy Giertych, i że nie chodzi im w tym wszystkim o Polskę, tylko, że stosują "podejście agrarne". Biedny Lis, za młody (choć przecież wcale nie tak młody!), żeby rozumieć tę subtelną gwarę starych czekistów, nie pojął w lot o co chodzi, więc trzeba mu było tłumaczyć rzecz, którą czekista, starszy wiekiem i doświadczeniem, tak zgrabnie w Magdalence ujął. 

     Wtedy, w Magdalence, łopaty zostały odłożone na bok i schowane w szopie. Przy wódeczce i zakąskach rozstrzygnięto sporne kwestie. Aleksander Kwaśniewski, który, najwyraźniej, bardzo się tą sytuacją bawił, zaproponował treść komunikatu: "Na podstawie pieszczot z opozycją przy 'okrągłym stole' ustalono podział przyjemności" ( protokolant Dubiński odnotował to na str. 126).

     Teraz jednak coś się dzieje, z czego można by domniemywać, że czas pieszczot minął. Dramatycznie ujął to były naczelny "Rzeczpospolitej", Maciej Łukasiewicz, w dodatku "Plus-Minus" z dnia 6-7 listopada. "Dzieje się w ostatnich dniach coś niebywałego. Popłoch i agresja rządzącego obozu wobec opozycji i mediów – począwszy od prezydenta i marszałka Sejmu – osiągają niespotykaną wcześniej skalę natężenia. Widać, że dzieje się coś dziwnego. Ktoś wie coś, czego my – zwykli obywatele – jeszcze nie wiemy. Ktoś się czegoś boi, może jeszcze wypłynąć coś, co dramatycznie wstrząśnie tym państwem."

     Jeśli tego "coś" nie wie taki "zwykły obywatel" jak Naczelny Rzeczpospolitej, to cóż mają robić ci, co na salony wstępu nie mają? Można by domniemywać, że to coś ma związek z rewelacjami ujawnianymi przy okazji przesłuchań przed Sejmową Komisją Oledczą do zbadania sprawy PKN 'Orlen'. Rzeczywiście, przesuwa się tam ponura procesja typów z pod ciemnej gwiazdy, w których rękach, jak się okazuje, znalazły się kluczowe elementy i decyzje dotyczące najbardziej żywotnych interesów gospodarczych i politycznych państwa. Wszystkie te Żagle, Kuny i Wiatry, ci bywalcy salonów, kumple "Olka", "Józka" i "Włodka", nie wiem czy to jest "towarzystwo trzymające władzę", o którym rozmawiał Michnik z Rywinem , ale z pewnością jest to " towarzystwo przy towarzystwie". W książce "Via bank i FOZZ" zastanawiamy się jak to się stało, że "nowa polityka ekonomiczna" i reformy profesora Balcerowicza nie specjalnie umożliwiły start w biznesie ludziom inteligentnym i energicznym, odważnym i przedsiębiorczym, wykształconym i znającym obce języki, którzy działali w podziemiu Solidarności ale nie weszli w układy magdalenkowo-okrągło-stołowe – natomiast od razu umożliwiły zawrotne kariery wczorajszym esbeckim łapsom, ludziom, którzy za całe kwalifikacje mieli pracę w "spółdzielni długie ucho"? Z zeznań przed Komisją Oledczą wynika, że to czysty przypadek: ot, wystarczyło mieszkać w tym samym bloku co Pan Włodek, Pan Olek czy Pan Józek i tam, spotykając się, jak sąsiad z sąsiadem, w windzie, w piaskownicy na spacerze z dziećmi, ewentualnie na imieninach czy urodzinach, po sąsiedzku, wchodziło się w proste relacje biznesowe, żadnej, oczywiście polityki, i można się było zajmować 'handlem kompensacyjnym" – jak Pan Oleg czy Olek i zacząć zamieniać kamazy na pszenicę kazachską, albo gaz na naftę, albo…itd. itp. Dzięki tym znajomościom z piaskownicy i windy można było zaopiekować się Panem Włodkiem, przypadkowo bezrobotnym sekretarzem sowieckiej ambasady, który, nudząc się z braku pracy, zabijał czas grywaniem w tenisa z prezydentem, marszałkiem Sejmu, premierem, no bo co miał robić człowiek bez pracy, w dodatku w obcym kraju?

     Myślę, że to nie te rewelacje na przesłuchaniach mogą być przyczyną wstrząsu, o którym pisze Łukasiewicz. W końcu dla nas, Polaków nie uczęszczających na salony, nie ma tam nic rewelacyjnego. Jakby się nie zarzekał p. Żagiel, że nigdy nie miał nic wspólnego z FOZZ, to my i tak wiemy, że to nieprawda, tak jak nie wierzymy zaklęciom ani jego, ani jego kumpli z osiedla, które lud warszawski nazwał "Zatoką Czerwonych Owiń", że nie mieli nic wspólnego ze służbami specjalnymi, a z panami Zacharskim czy Czempińskim spotykali się, najzupełniej przypadkowo, w windzie na Majorce czy na Krecie i tylko po to, by zapytać "jak się pan ma, panie sąsiedzie? Ładna pogoda, nieprawda?" Ile by "białych ksiąg" nie napisano w sprawie Pana Józka Oleksego i ile by procesów nie wygrał Aleksander Kwaśniewski, my wszyscy wiemy co sądzić o ich zażyłości z Panem Włodkiem i jego kolegami. My wszyscy wiemy jak wygląda prawda o FOZZ, tak jak wiedzieliśmy, jak wygląda prawda o Katyniu, mimo, że intelektualiści i prokuratorzy- wspierani w tym, nota bene, przez naszych zachodnich sojuszników – przekonywali nas, przez dziesiątki lat, że wyglądała całkiem inaczej. Nasi nowi "agraryści" wymachują łopatami i starają się robić wrażenie, jakby już jutro mieli zakopywać "agrarystów starych" Starzy zaś bronią się żałośnie wołając: a wy, to co? A gdzie wyście byli? Nie piliście z nami wódki, nie zagryzaliście śledzikiem remoulade, nie odpowiadaliście pieszczotą na pieszczoty? Nic tylko szambo i szambo?

     Sympatyczny satyryk, Stanisław Tym, w tym samym numerze "Rzeczpospolitej" wystawia opinię Janowi Rokicie: "Poseł Jan Rokita zademonstrował całej Polsce coś niezwykłego. Zademonstrował mianowicie, że niezależność poglądów, rozum, wiedza i inteligencja, a przy tym uczciwość i odpowiedzialność w dochodzeniu do prawdy, wdzięk wreszcie i sposób bycia – to wszystko są przymioty nie do przecenienia." Jak na satyryka, mocno powiedziane.

     A mnie się w tym miejscu przypomina satyra sprzed lat. Władysław Gomułka miał powiedzieć o przymiotach członków PZPR: "członkowie partii są inteligentni i uczciwi". Stało się to przedmiotem niestosownych żartów, bo nikt nie miał wątpliwości, że połączenie tych trzech cnót w jednym człowieku jest absolutnie niemożliwe. O tych sprzecznościach wewnętrznych zapomniał nasz nieoceniony satyryk, wystawiając laurkę Janowi Rokicie. "Szambo!" – woła Rokita. Tym razem pyta sam prezydent Kwaśniewski: Ile lat człowiek mądry, inteligentny i uczciwy jest gotów siedzieć w szambie?

     Nie dajmy się zwodzić i nie ufajmy agrarystom starym, ani młodym, nie ufajmy wymachiwaniu łopatą. Zaufajmy sobie, zaufajmy Polakom, wymuśmy zmianę ordynacji wyborczej: JOW to jedyny sposób rzeczywistego oczyszczenia tej stajni Augiasza. Coś tam się dzieje, coś pękło w globalnym pancerzu, co zwiększa nasz szanse. Oto ojciec chrzestny Leszka Balcerowicza, specjalista od gigantycznych spekulacji finansowych, takich jak FOZZ, ale przy których FOZZ to małe piwo, słynny dobroczyńca ludzkości, fundator niezliczonych fundacji, wypowiedział wojnę innemu dobroczyńcy, Georgowi Bushowi. Jak widzimy, w tej walce dobroczyńców, p. Soros przegrał, ale może jeszcze nie do końca? Może to ta walka gigantów tak się przekłada na te wstrząsy na górze? Może to dlatego Fundacja Batorego dostała zielone światło na poruszanie sprawy JOW i organizuje "debaty oksfordzkie" na ten temat? A i sam George Bush niedawno potępił Putina za to, że chce wyeliminować w Rosji JOW, bo to gwałt na demokracji! Nie wiemy o co naprawdę chodzi Bushowi, nie wiemy o co Sorosowi, nie wiemy kto naprawdę reprezentuje w Polsce ich interesy, dlatego zadbajmy o swój interes. Interes Polski to przede wszystkim JOW w wyborach do Sejmu. Może łopaty agrarystów nie będą do tego potrzebne.

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych