(komentarz wygłoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej, 92 FM, 14 grudnia 2004, godz. 9.00 i 21.30)
 
W związku z tym, że Sąd Okręgowy w Warszawie, deliberujący od 6 lat nad tzw. aferą FOZZ, ponownie wezwał biegłych ekspertów o dostarczenie mu ekspertyzy akt, otrzymuję liczne telefony z pytaniami i prośbami, nawet od różnych dziennikarzy, o skomentowanie tych problemów i ocenę szans osądzenia sprawy FOZZ, skazania winnych, odzyskania zrabowanych pieniędzy itp. Oczywiście, te pytania kierowane są do mnie prywatnie, albowiem w mediach publicznych wypowiadać mogą się na ten temat wyłącznie ludzie, którzy albo są zainteresowani tym, żeby sprawa ta nigdy nie została należycie wyjaśniona, albo tacy, którzy o tej sprawie mają pojęcie raczej mgliste, a mimo to funkcjonują na pozycjach ekspertów i znawców. Prof. Mirosława Dakowskiego i mnie, nikt publicznie o te sprawy nie pyta, ponieważ my otrzymaliśmy od Michała Falzmanna, dokumenty, jakie zgromadził prowadząc kontrolę FOZZ, a po jego śmierci napisaliśmy i wydaliśmy książkę "Via bank i FOZZ", a potem jeszcze dziesiątki artykułów, także w piśmiennictwie naukowym, w których analizowaliśmy i wyjaśnialiśmy, o co w tej sprawie chodzi.

     W wypowiedziach publicznych, wobec rychłego haniebnego końca procesu FOZZ, który – jak twierdzą wyżej wymienieni znawcy i eksperci – nie może zakończyć się niczym innym tylko przedawnieniem, a więc uniewinnieniem wszystkich oskarżonych, mówi się o "kompromitacji wymiaru sprawiedliwości". Otóż naszym zdaniem, tutaj nie chodzi o kompromitację wymiaru sprawiedliwości – który, oczywiście, na taką kompromitację w całej pełni zasługuje – ale, przede wszystkim, o kompromitację elit politycznych III Rzeczypospolitej, i ta opinia dotyczy całości tych elit, a nie tylko jednej czy drugiej strony. Właśnie takie przekonanie kazało nam się zaangażować w ruch na rzecz jednomandatowych okręgów wyborczych, gdyż znajomość sprawy FOZZ i okoliczności z nią związanych, doprowadziły nas do wniosku, że jest naiwnością oczekiwać, że zajmą się nią jak należy beneficjenci Okrągłego Stołu i ludzie, których sobie "dokooptowali" do podziału władzy i przywilejów z niej wynikających. Książkę naszą zadedykowaliśmy: Lechowi Wałęsie, Tadeuszowi Mazowieckiemu, Janowi Krzysztofowi Bieleckiemu, Janowi Ferdynandowi Olszewskiemu oraz wszystkim tym, którzy wiedzieli, ale milczeli, oraz tym, którzy nie wiedzieli, chociaż ich obowiązkiem było wiedzieć.
     Dedykację tę opublikowaliśmy przeszło 12 lat temu, kiedy śledztwo w sprawie FOZZ było, by tak rzec, dopiero w powijakach. Od tamtej pory prominentni członkowie obecnej patriotycznej elity politycznej, z lewa i z prawa, nie jeden raz dochodzili do władzy, nie robiąc w tej sprawie nic, lub prawie nic. To, że nic w tej sprawie nie uczynił, na przykład, minister sprawiedliwości Włodzimierz Cimoszewicz czy Grzegorz Kurczuk albo Barbara Piwnik, mogłoby mnie nie dziwić, ale ten sam zarzut dotyczy i prof. Wiesława Chrzanowskiego, i Lecha Kaczyńskiego, i wielu, wielu innych. Państwo Polskie wydało wiele milionów dolarów na prowadzenie śledztwa w tej sprawie. Śledztwo trwało 7 lat, po czym sporządzono akt oskarżenia. Ten akt oskarżenia został złożony w sądzie już ponad 6 lat temu i znowu wydano miliony złotych na dalsze procedury. Jak wiemy z oficjalnych danych, sami biegli otrzymali ponad milion złotych za swoje ekspertyzy, których do dzisiaj nie byli w stanie dokonać. Widać więc, że nie chodzi tu tylko o nieudolność prokuratorów, śledczych, biegłych i sędziów, ale że od samego początku sprawa jest sabotowana przez polityków wszelkiej maści, którzy nie dopuszczają do jej wyjaśnienia. Dlaczego? Odpowiedź jest równie oczywista: mają coś do ukrycia. Tym czymś jest prawda o aferze FOZZ. Zamiast tego wolą zajmować naszą uwagę aferą Rywina i poszukiwaniem, kto ukradł słowa "lub czasopisma", albo kto kazał zatrzymać prezesa Orlenu. To są sprawy dużo bardziej bezpieczne. Chociaż i tu czasem, jak rogi spod kapelusza, wyłazi na chwilę sprawa FOZZ, ale tylko po to, żeby zaraz zmieniono temat.
     Poseł Antoni Macierewicz zachował się ostatnio bardzo nieelegancko, publicznie zadając dr Kulczykowi niedyskretne pytanie o źródła jego fortuny i czy przypadkiem, źródłem tej fortuny nie były miliony, jakie otrzymał od swego ojca, który, jak ponoć twierdzi IPN, współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa. W odpowiedzi p. Kulczyk wywodził, że jest rzeczą oczywistą, że bez pomocy z zewnątrz działalność gospodarcza na taką skalę nie byłaby w ogóle możliwa, natomiast jego ojciec jest człowiekiem uczciwym, czego nie podobna kwestionować. 
     Otóż sprawa FOZZ-u to jest właśnie sprawa takiej "pomocy z zewnątrz", bez której nie byłby możliwy cały długi szereg zawrotnych karier gospodarczych i politycznych III Rzeczypospolitej. Albowiem niekoniecznie "pierwszy milion trzeba ukraść", jak pokazuje sprawa dr Kulczyka, pierwszy milion można też otrzymać np. od ojca, albo od dobrego wujka czy cioci z Ameryki. Właśnie FOZZ, najważniejsza instytucja Ministerstwa Finansów III RP wziął na siebie rolę takiego dobrego ojca czy wujka dla wielu naszych obecnych herosów polityczno-gospodarczych. FOZZ po prostu pożyczał im miliony dolarów, a geniusz Leszka Balcerowicza, jego reformy bankowości i pieniądza umożliwiały im natychmiastowe zwielokrotnienie tej pożyczki, nawet i kilkadziesiąt razy, jeśli ktoś się za to dobrze zabrał. Wszystko działo się za pośrednictwem banku, dlatego książka nasza nazywa się "Via bank i FOZZ". I w banku znajdują się wszystkie niezbędne kwity i dokumenty. Gdyby komuś naprawdę zależało na wyjaśnieniu sprawy FOZZ, to by się tymi kwitami zajął i tam wszystko by znalazł.
     Jasno analizował tę sprawę odkrywca całej afery, Michał Tadeusz Falzmann. Przedstawił on program śledztwa. Jego zdaniem należało zbadać wszystkie umowy kredytowe, wszystkie kredyty jakich FOZZ udzielał i jakie gwarantował. Banki nie dają kredytu ot, tak sobie, kredyt musi być na konkretne przedsięwzięcie gospodarcze. Rzecz w tym, że w tamtym czasie żadne przedsięwzięcia gospodarcze wcale się nie opłacały, poza czystą spekulacją finansową. I tak właśnie robili beneficjenci FOZZ: brali kredyt np. na zakup okrętu lub samolotu, fabryki lub budowę gmachu użyteczności publicznej, a zamiast tego obracali tymi pieniędzmi przez bank. Jeśli ktoś przez taki obrót zamienił jeden milion dolarów w 10, to potem, jak nie był całkiem głupi, to ten pożyczony milion oddawał, zadowalając się 9. Z tego powodu sąd łapiący tych najgłupszych "kredytobiorców", którzy zapomnieli oddać, nie zajdzie z tym daleko.
     Ponieważ przeciwko nam, autorom książki o FOZZ, od ponad 10 lat toczy się proces, więc miałem okazję, przez chwilę potrzymać w ręku i przejrzeć sławetny akt oskarżenia w sprawie FOZZ. Liczy on sobie ok. 600 stron, nie licząc ciężarówki dokumentów, które ten akt uzupełniają. Gdybym nie był taki łatwowierny i polegający na przepisach prawa, to może mógłbym akt oskarżenia przestudiować dokładniej. Tymczasem zwróciłem się do Sądu o wydanie mi kopii. I Sąd, od 5 lat, jest głuchy na moje wnioski i żądania, zasłaniając się tym, że ten dokument bardzo jest potrzebny w procesie karnym. Nie jest zatem rzeczą wykluczoną, że w przyszłym roku, kiedy "sprawa FOZZ" się przedawni, sąd z ulgą odetchnie, ten akt oskarżenia już nie będzie tak bardzo potrzebny, to mi go wydadzą, bo sprawa o naruszenie dóbr osobistych ludzi, którzy obrabowali nasze państwo przedawnić się nie ma prawa.
     Z tej krótkiej lektury sprzed 5 laty, zdążyłem się zorientować, że prokuratorzy i sądy ścigają tych głupszych i mniej sprytnych beneficjentów FOZZ, tych mianowicie, którzy zaniedbali rozliczyć się z pożyczonych kwot. To, oczywiście nie są takie małe kwoty, ale w porównaniu do tych, które nam zrabowano i którymi oskarżyciele publiczni woleli się nie zajmować, to, jak mówią "małe piwo", a "duże piwo", a więc te dużo większe pieniądze wykręcone z banków przy pomocy "maszynki FOZZ", nie są przedmiotem rozważań żadnego sądu.
     Sąd, przed którym ja i prof. Dakowski, stoimy od 10 lat, mógłby się tymi sprawami zająć, ponieważ my, w odróżnieniu od prokuratorów Rzeczypospolitej, o tym mówimy i piszemy. Sąd jednak ma co innego do roboty – musi przecież chronić dobra osobiste bohaterów naszej książki – i pozostaje głuchy na te sprawy. Od ponad roku zdecydował się prowadzić przeciwko nam proces niejawny, a nas zobowiązał do tajemnicy. Akta, za specjalnym pozwoleniem, możemy czytać tylko w Kancelarii Tajnej i nie wolno nam robić żadnych notatek. Nasze protesty lądują w sądowym koszu.
     Chcąc uniknąć kar, jakie nas niechybnie czekają, staramy się ile naszych sił o wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych, bo tylko w tym widzimy szansę, żebyśmy i my sami, i nas Rodacy, wyszli z tej afery cało. Dlatego zwracamy się z apelem do wszystkim, którzy dobrze życzą raczej nam niż Przywieczerskim i Żemkom, żeby przyłączyli się do nas w tych staraniach. Kochani, nie możecie nam pomóc na sali sądowej, bo wstęp jest zabroniony pod najstraszliwszymi karami, ale o JOW możemy walczyć jawnie i wszędzie, tego jeszcze żaden sąd Rzeczypospolitej nie zakazał. Jutro może być inaczej, więc warto się pośpieszyć.

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.