Wielki kpiarz Bernard Shaw miał kiedyś zapytać, na przyjęciu, pewną damę: – Czy oddałaby mi się pani za 10 tys. funtów?
Dama po chwili namysłu odpowiedziała twierdząco: – Za 10 tys. – tak.
– A czy oddałaby mi się pani za 20 funtów – kontynułował Shaw.
– No wie pan! Za kogo mnie pan uważa! – wykrzyknęła oburzona Lady.
– To już chyba ustaliliśmy – zakończył rozmowę Shaw.

Przyszła mi na myśl ta anegdota, po tym kiedy zobaczyłem w telewizji tłumy poznańskich studentów wyjeżdżających do Paryża na koszt irańskiej lewicowej organizacji o nazwie Mudżahedini Ludowi, by tam manifestować pod jej sztandarami. Nic nie wiem o tej organizacji – mówi pytany przez reportera student – ale skoro fundują przejazd i nocleg w Paryżu, to jadę.

W podobnym tonie wypowiadają się inni studenci z tej grupy. I tym oto sposobem, irańscy mudżahedini, potwierdzili duży potencjał sprzedajności przyszłej polskiej inteligencji. Wystarczy kilkanaście euro, drobna atrakcja i przyszły polski inteligent, a obecny polski wyborca – gotów jest nadstawić się w dowolnej pozycji, wziąć do ręki dowolny transparent, stanąć pod dowolnym sztandarem. A o co tam chodzi? A bo to wiadomo?

Przyszły (a i obecny) polski inteligent, po latach obróbki przez "Gazetę Wyborczą", po latach kształtowania sumień przez takich wybitnych kapłanów, jak biskup Życiński, nie jest już w stanie odróżnić dobra od zła, prawdy od kłamstwa, honoru od zdrady. Po co to wszystko? Przecież światem rządzi pieniądz. Więc bierz swoje dwadzieścia funtów, właź do bramy i ściągaj porcięta!

Ale przecież studenci jadący za darmo do Paryża popierać mudżahedinów, nie spadli z nieba. Ktoś ich wychowywał w domu, w kościele, w szkole, na uniwersytecie. Tak więc nie tylko im można zarzucić obywatelską ciemnotę. Ich wychowawcy – począwszy od rodziców, przez katechetów aż po nauczycieli akademickich to widocznie taki sam motłoch gotów w każdej chwili wszystko wystawić na sprzedaż. Inaczej nie sposób tego zjawiska wytłumaczyć.

Jak szerokie jest to zjawisko? Patrząc na to jaki mają stosunek do własnego państwa Polacy A.D. 2008, jak za perspektywę wątpliwych korzyści z Unii natychmiast gotowi są rezygnować z suwerenności, jak samorządowcy z olsztyńskiego gotowi są stawiać pomnik Hindenburgowi – bo to przyciągnie turystów – itd., itp. – trudno nie zauważyć, że postawa studentów nie jest odosobniona. I nie ma się czemu dziwić. Od co najmniej dwudziestu lat, liczne i wpływowe ośrodki propagandy starają się Polaków przekonać, że nie posiadają oni żadnej godności, że jedyne co mogą zrobić, to oddać się pod kuratelę już to ludzi rozumnych z Unii Wolności w kraju, a na zewnątrz – Unii Europejskiej lub po prostu silniejszych i lepiej zorganizowanych narodów Starej Europy.

Z drugiej strony polski patriotyzm a la Radio Maryja to przejaw odwiecznego lamentu: A tu nas panie, pobili, a tam podrapali. W takim obrazie Polak jawi się jako wieczny nieudacznik, permanentnie krzywdzony przez wszystkich.

Czy jest jakieś wyjście z tej psychologiczno-politycznej pułapki, w jakiej się znajdujemy? Jeśli jest (a pewnie zawsze są jakieś wyjścia) to z całą pewnością prowadzi przez zmiany strukturalne, które umożliwiłyby odzyskanie przez Polaków podmiotowości politycznej, społecznej i gospodarczej od dołu do góry. O ile w dziedzinie gospodarczej widzimy pozytywne przykłady sukcesów wielu naszych rodaków, to w najbardziej spektakularnej sferze – polityki – Polacy są w dalszym ciągu poddani bezwzględnej kurateli partyjnych koterii – tak z prawa, jak i z lewa. Wyuczona bezradność – najbardziej destrukcyjne poczucie bezsiły, braku wpływu na życie publiczne – wynika wprost z modelu systemu wyborczego, utrwalającego rządy partyjnych koterii na każdym szczeblu.

Droga do przywrócenia Polakom poczucia godności musi zatem prowadzić przez natychmiastową zmianę systemu wyborczego inaczej hordy naszych własnych mudżahedinów zawsze znajdą parę złotych, żeby kupić wyborcze zwycięstwo.

29 czerwca 2008

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.