Donald Tusk powiedział niedawno, że nie spocznie dopóki nie zostaną wprowadzone jednomandatowe okręgi wyborcze. Choć brak jeszcze jednoznacznych deklaracji, że chodzi o JOW na wzór brytyjski, to warto postawić jeszcze inne pytania. Pamiętamy dobrze, co zrobiono (a raczej czego nie zrobiono) przed wyborami w 2007 r., kiedy przyszło uzgadniać warunki samorozwiązania Sejmu i termin nowych wyborów. Można było wtedy podnieść kwestię jednomandatowych okręgów wyborczych, można było przypomnieć o blokowanym przez rządy PiS i SLD referendum za jednomandatowymi okręgami wyborczymi. Jednak z jakichś powodów żadna z pretendujących do zwycięstwa w wyborach partii nie myślała wtedy o referendum – wątek ten nie pojawił się też w kampanii wyborczej.

W polskim życiu politycznym od upadku komunizmu obowiązuje zasada negatywnej selekcji elity politycznej. Jest to prosta konsekwencja systemu wyborczego, który sprzyja powstawaniu scentralizowanego i zbiurokratyzowanego systemu partyjnego. Wąskie grono kierownictwa partyjnego decyduje w praktyce o tym, kto może dostać szansę zostania posłem. W tej sytuacji zupełnie naturalnym jest, że partyjny wódz dobierze sobie ludzi lojalnych, niewybijających się, a już na pewno nieprzewyższających swojego lidera. Wszystko według starej, dobrej zasady BMW – bierny, mierny, ale wierny. Bo w Polsce tym się różni polityka od np. biznesu, że w tej pierwszej nie kompetencje mają wartość najwyższą, a posłuszeństwo. – pisze Wojciech Kaźmierczak, koordynator krajowy akcji jednomandatowe.pl.

Nie mam wątpliwości, że Polska w obecnym systemie politycznym to Polska straconych szans i zmarnowanego potencjału. Dwa, trzy razy do roku kolejne rządy przedstawiają programy prac legislacyjnych, w których wyliczają projekty ustawodawcze, jakie planują przyjąć i wnieść do Sejmu. Jednak zaledwie co czwarta obietnica legislacyjna, złożona publicznie przez rządy III RP, była realizowana! Natomiast mówienie, że posłowie są reprezentantami Narodu zakrawa na ironię, w sytuacji gdy Sejm nie jest nawet prawnie zobowiązany rozpisać referendum czy w ogóle zajmować się wnioskami obywateli, pod którymi zebrano minimum 500 000 podpisów.

Dostrzegając zasadniczy ustrojowy problem Zarząd Krajowy Niezależnego Zrzeszenia Studentów przyjął uchwałę wzywającą do zmiany systemu wyborczego w Polsce i wprowadzenia 460 jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu. W Wielkiej Brytanii, gdzie obowiązuje system jednomandatowych okręgów wyborczych, nazwisko premiera jest znane na drugi dzień po wyborach, a rząd ma stabilną większość. Nie jest to jednak większość za darmo – każdy parlamentarzysta ma świadomość, że za swe działania odpowiada personalnie przed elektoratem, a opozycja w okręgu jednomandatowym może lepiej rozliczać go ze składanych przedwyborczych obietnic. Dlatego Anglicy nie obiecują obywatelom gruszek na wierzbie, a rzeczy jak najbardziej realistyczne. Podobnie u nas nie trzeba cudu, a ciężkiej konsekwentnej pracy na rzecz zmian ustrojowych w naszym kraju. Trzeba usunąć zasadniczą instytucjonalną barierę cywilizacyjnego rozwoju Polski, jak trafnie określił ten system dr Błasiak. Być może gdyby kilkanaście lat temu wprowadzono większościową ordynację wyborczą opartą na jednomandatowych okręgach wyborczych, zwiększającą odpowiedzialność polityków przed wyborcami i zmieniającą struktury partii politycznych, nie musielibyśmy wyjeżdżać do Wielkiej Brytanii.

Moim zdaniem najlepiej byłoby połączyć rozwiązania brytyjskie i kanadyjskie: system jednoturowy, niska kaucja, 10 – 15 podpisów wystarczających do rejestracji kandydata, możliwość odwołania posła przed upływem kadencji i górny limit wydatków na kampanię wyborczą. W żadnym wypadku nie należy się godzić na głosowanie w JOW z progiem 5% naruszającym zasadę równości i bezpośredniości (czy co gorsza absurdalnie wysoką kaucją, jak swego czasu w Rosji czy na Ukrainie – stąd oligarchizacja władzy). Takie machinacje nazwałem swego czasu pseudo-JOW i przestrzegałem przed nimi na blogu akcji NZS jednomandatowe.pl: http://jednomandatowe.salon24.pl/54883,index.html. Zresztą nie na tym polega system brytyjski, który pozostawia szansę zostania posłem każdemu, kto cieszy się dużym poparciem i w którym w okręgach liczących około 90 000 mieszkańców wygrywają autentyczni liderzy lokalnych społeczności. Taki JOW to także gwarancja, że nie będzie takich regionów kraju, które przez posłów byłyby zapomniane.

Trzeba też pomyśleć o 10-milionowej polonii amerykańskiej, Polakach w Wielkiej Brytanii, Irlandii i innych ośrodkach polonijnych. Właściwie dopiero zasadnicza zmiana ordynacji na JOW daje szansę rozwiązania problemu dyskryminacji wyborczej Polaków za granicą, którzy teraz zmuszeni są głosować na kandydatów z jednego okręgu warszawskiego. O skargach do instytucji unijnych na naruszanie przez obecną ordynację biernego prawa wyborczego i nierówność traktowania głosów polskich emigrantów, które mają około 3 razy mniejszą siłę, niż głosy Polaków w kraju, można oczywiście dywagować, ale wydaje mi się, że szansa powodzenia jest niewielka. Większość krajów w UE wybiera posłów z list partyjnych, toteż byłoby wielkim błędem gdybyśmy samo członkostwo w Unii Europejskiej traktowali jako apogeum narodowych aspiracji. Kiedy prawdziwie Polacy powstaną, to składek zbierać nie będą Narody – pisał przed ponad 150 laty Juliusz Słowacki. Polska solidarna z Polakami, bardziej niż europejskimi salonami i traktatami, to Polska wybierająca posłów w JOW.

Wierzymy, że wzrost gospodarczy nie jest kwestią cudu, ale odpowiednich uwarunkowań prawnych, wolności ekonomicznych i politycznych. Dlatego tak bardzo chcemy dobrej ordynacji w JOW, która jest warunkiem wstępnym trwałej odbudowy politycznej i ekonomicznej Rzeczypospolitej po latach niewoli, ucisku, sanacji, komunizmu, postkomunizmu… I nie chodzi tu o poparcie dla tej czy innej partii politycznej, która za 10 lat może już nie istnieć (Krzaklewski też obiecywał JOW-y, a kto to dziś pamięta?), ale o coś znacznie cenniejszego z punktu widzenia interesu narodowego. Chodzi o przywrócenie w pełni biernego prawa wyborczego, gwarantującego możliwość samodzielnego kandydowania w wyborach, lepszą kontrolę nad sprawującymi władzę i – wreszcie – ogólną poprawę sytuacji gospodarczej kraju, już nie dzięki pieniądzom z zewnątrz, a usprawnieniu funkcjonowania państwa. Afery FOZZ, Art-B, prywatyzacja PZU, afera węglowa i wielomilionowe umorzenia w ministerstwie finansów to tylko najdonioślejsze przykłady jak liczyły się przede wszystkim nieformalne grupy interesów, bo niby co mogło się liczyć w kraju, w którym 3/4 obietnic zmian prawnych, złożonych publicznie na sprawozdaniach rządów nie było realizowanych? Miliony Polaków traciło z powodu opieszałości legislacyjnej i nieuczciwości polityków. Często zamiast obiecywanych szuflad pełnych ustaw (PO też je obiecywała przed wyborami) mieliśmy tylko szumne zapowiedzi i nic się w tej materii nie zmieniło. Polacy tracą do dziś, bez względu na przekonania polityczne. Jak pisze dr Radosław Zubek: Dzieje się tak dlatego, że ogłoszone publicznie zamierzenia legislacyjne kreują oczekiwania ze strony jednostek i organizacji, które dostosowują się do spodziewanych zmian prawnych. Opóźnianie albo rezygnacja z inicjatyw legislacyjnych zwiększa ryzyko i koszty dla osób prywatnych i podmiotów gospodarczych.

Polska solidarna, suwerenna i licząca się w świecie to Polska wybierająca posłów w JOW, według najlepszych standardów ordynacji sprawdzonych na świecie. Musimy zdać sobie sprawę z doniosłości wyzwania, jakie przed nami stoi. Wielka Brytania w wymiarze ekonomicznym nie potrzebuje Unii Europejskiej – to Unia Europejska potrzebuje Wielkiej Brytanii, która mogłaby ściągnąć nawet najlepiej wykształconych emigrantów i bez członkostwa w Unii. A kiedy tak będzie można powiedzieć o Polsce, przed wiekami jednym z najsilniejszych państw w Europie? Czy możemy teraz zostawić w potrzebie naszą Ojczyznę, teraz w rocznicę tych tragicznych wydarzeń z Marca’68, kiedy studenci stanęli do walki o słuszną sprawę nawet za cenę wyrzucenia z uczelni, choć nam już takie represje nie grożą? Selekcja negatywna, z jaką mamy do czynienia od 1989 roku, to Polska straconych szans i system mieszany z pseudo-JOW też nic tu nie pomoże. Musimy pójść na całość, tak jak nasi rówieśnicy we Włoszech.

Więcej:

1) Wojciech Błasiak: Partyjna ordynacja wyborcza do Sejmu RP jako instytucjonalna bariera cywilizacyjnego rozwoju Polski, http://jow.pl/?q=node/111

2) Wojciech Kaźmierczak: Dlaczego nie pójdę głosować w wyborach, "Dziennik", 11 X 2007 http://www.dziennik.pl/polityka/article56309/Latwiej_wybrac_komorke_niz_polityka.html

3) Radosław Zubek: Dlaczego rządy nie dotrzymują obietnic?, "Rzeczpospolita", 6 XII 2007
http://www.rp.pl/artykul/74609.html

4) Krzysztof Kowalczyk: Dlaczego rządy nie dotrzymują obietnic? List do "Rzeczpospolitej" "Ordynacja" Nr 1 (1/2008) , http://kworum.com.pl/ordynacja/ordynacja_nr.1.pdf

About Krzysztof Kowalczyk

uczestnik Ruchu JOW od 2007 r.; wiceprezes okręgu lubelskiego Stowarzyszenia na rzecz Nowej Konstytucji Kukiz’15

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.