Podsumowując rządową studniówkę Donald Tusk zapowiedział, że nie spocznie dopóki Polacy nie będą mogli wybierać swoich posłów w okręgach jednomandatowych. Jest to deklaracja niezmiernie sympatyczna dla wszystkich ludzi, którzy od lat nie szczędzą trudu, aby upowszechnić wiedzę o innym systemie wyborczym, takim mianowicie, w jakim swoich posłów wybierają najważniejsze demokracje światowe, ze Stanami Zjednoczonymi, Kanadą i Zjednoczonym Królestwem Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej na czele. Premier nie wyjaśnił jednak od razu jaką, konkretnie, procedurę wyborczą ma na myśli, a dociekliwi dziennikarze i analitycy, którzy słyną z rozszczepiania włosa na czworo, w najmniejszym nawet stopniu nie wykazali zainteresowania problemem. Naszych błyskotliwych żurnalistów i najwyższej klasy komentatorów znacznie bardziej interesowała sprawa podróży Premiera za Ocean, a w szczególności czy słusznie zrobił lecąc tam normalnym samolotem rejsowym, a nie specjalną transkontynentalną limuzyną rządową. Tej doniosłej sprawie poświęcono w ostatnim tygodniu niezliczoną liczbę komentarzy i Premier nasłuchać się musiał ogromnej ilości cierpkich słów. Oczywiście, bliższa koszula ciału, a Premier, wsiadając w samolot rejsowy, uniemożliwił w ten sposób rozlicznym redaktorom i ekipom podróż za friko, czyli na koszt państwa i przyzwoita chłosta za taki niezrozumiały postępek słusznie mu się należy. Jest rzeczą naturalną, że inną miarą oceniamy premiera, który nam umożliwia podróże i przyjęcia, a inną takiego, który zmusza nas do nieprzewidzianych wydatków. Z drugiej jednak strony, taki Jose Ortega y Gasset, którego książki stanowią elementarz na wszelkiego rodzaju studiach dziennikarskich i społecznych, w książce Bunt mas napisał dobitnie:

Zdrowie demokracji, każdego typu i każdego stopnia, zależy od jednego drobnego szczegółu technicznego, a mianowicie: procedury wyborczej. Cała reszta to sprawy drugorzędne. Jeśli system wyborów działa skutecznie, jeśli dostosowuje się do wymogów rzeczywistości, to wszystko jest w porządku, natomiast jeśli tego nie robi, to demokracja zaczyna się walić, chociażby cała reszta działała bez zarzutu…

Obok takiego zapisu trudno przejść obojętnie, chyba, że na studiach było się patentowanym leniem, któremu nie chciało się ze zrozumieniem przeczytać klasycznej pozycji – o co jednak trudno podejrzewać naszych złotoustych interpretatorów wydarzeń politycznych. Za tym solidarnym milczeniem środowiska kryć się musi jakaś inna, ważna przyczyna. Ponieważ obecnie panuje moda na jawność i transparentność, to wypada poczekać, aż jakiś wybitny przedstawiciel tego starego zawodu zechce uchylić przed profanami rąbka tajemnicy. Tym bardziej, że z innych doniesień, z ust różnych polityków partii Pana Premiera, możemy się dowiedzieć, że – najprawdopodobniej – te jednomandatowe okręgi wyborcze (JOW) nie będą wcale przypominały procedur, jakie stosują u siebie Anglicy, Kanadyjczycy czy Amerykanie! Raczej będą to twórcze udoskonalenia tych procedur, których najróżniejsze warianty zastosowali już u siebie Rosjanie, Ukraińcy, Litwini, Łotysze… a imię ich Legion.

Przykładu tej twórczości dostarczyła nam właśnie Rumunia, której Parlament, 4 marca 2008, stosunkiem głosów 231 do 11, przy 18 nieobecnych, zatwierdził nową ordynację wyborczą i wprowadził oczekiwane przez społeczeństwo votul uninominal, czyli głosowanie w JOW. W ubiegłym tygodniu Prezydent Basescu ustawę podpisał. Tak się jednak składa, że uchwalona procedura wyborcza różni się od brytyjskiego JOW tak, jak nie przymierzając, skwaśniały żurek od ukraińskiego barszczu. Doskonale natomiast pasuje do tej rosyjsko-ukraińsko-litewsko-…-łotewskiej potrawy, którą z takim niesmakiem spożywać muszą (lub musiały) narody naszych sąsiadów. Okazuje się więc, że tak jak przedtem twórczo wspólnie transformowaliśmy demokrację w demokrację ludową, tak po upadku Związku Sowieckiego, najlepsze co można nam zaserwować, to JOW a la Putin czy a la Jelcyn.

Rumuńska procedura ma wyglądać, mniej więcej, tak: kraj zostanie podzielony na okręgi liczące ok. 145 tysięcy wyborców, którzy wybiorą 290. osobowy sejm. Każdy wyborca będzie miał jeden głos i będzie głosował na jednego kandydata z okręgu. Mandaty uzyskają przedstawiciele tylko tych partii, które przekroczą 5. procentowy próg wyborczy w skali całego kraju. W okręgu wygrywa tylko jeden kandydat, ale niekoniecznie ten, który otrzyma najwięcej głosów, bo tak będzie tylko w przypadku kandydatów partii, które przekroczyły próg. Resztę mandatów podzieli się między partie polityczne, według metody proporcjonalności, wydaje się, że będzie to metoda Hare. Na dodatek, żeby było jeszcze bardziej demokratycznie, 18 mandatów jest zarezerwowanych dla przedstawicieli różnych mniejszości narodowych, których – poza Węgrami – jest chyba akurat tyle.

Taką oto potrawę oferuje Rumunom ich klasa polityczna po listopadowym referendum, w którym ponad 80% głosujących opowiedziało się za wyborami w JOW. A z wypowiedzi polityków Platformy możemy się domyślić, że popłuczyny po tej polewce zostaną niebawem wprowadzone w Polsce.

Nie potrzeba wielkiej przenikliwości politycznej, żeby od razu zgadnąć, że potrawa ta będzie w takim samym stopniu niestrawna dla obywateli, jak wszystkie te warianty proporcjonalności, jakie nam do tej pory serwowano. Podstawowym elementem tej niestrawności jest stały kłopot z powołaniem stabilnego rządu, bez czego trudno mówić o jakiejś sensownej, samodzielnej, polityce państwa w jakiejkolwiek dziedzinie. Premier Tusk jest wprawdzie tylko 14. premierem od 1989 roku, ale już p. Katarzyna Hall jest 17. ministrem edukacji, p. Marek Sawicki 24. ministrem rolnictwa, a p. Ewa Kopacz 21. ministrem zdrowia! W innych resortach jest podobnie.

Nie inaczej przedstawia się sprawa we wszystkich krajach z JOW w stylu jelcynowsko-putinowskim. Pani Julia Tymoszenko jest 18 premierem Ukrainy od 1991 roku; p. Gediminas Kirkilas 17. premierem Litwy; p. Ivars Godmanis 15. premierem Estonii; p. Calin Popescu Tariceanu 11. premierem Rumunii itd., itp. Chwała Bogu, że Unia Europejska zgodziła się wziąć nasze kraje pod swoją kuratelę, bo bez niej płynęlibyśmy, niebożątka, w nieznanym kierunku i najpewniej, prędzej czy później, rosyjski niedźwiedź byłby jeszcze raz zmuszony nas adoptować!

Doświadczony wilk morski, prezydent Rumunii Traian Basescu, podjął wysiłek wyprowadzenia swojego statku na czyste wody i zażądał zmiany systemu wyborczego na taki, który wprowadziłby odpowiedzialność indywidualną do życia publicznego i umożliwił wyłonienie stabilnego rządu. Niestety, klasa polityczna, jaką Rumunia odziedziczyła po przednim ustroju, skutecznie mu to uniemożliwiła. Brytyjski politolog z Uniwersytetu Londyńskiego, Sean Hanley, komentując tę zmianę procedur wyborczych, przewiduje, że jej skutkiem będzie osłabienie struktur partyjnych, wzrost znaczenia partyjnych liderów oraz wzrost klientyzmu i korupcji all in the best Romanian and South European tradition – wszystko zgodnie z najlepszą rumuńską i południowo-europejską tradycją.

Progi wyborcze, listy partyjne, przywileje dla mniejszości – to wszystko działa w JOW jak muchomor ugotowany w barszczu: zatruwa i degeneruje życie społeczne i obywatelskie, czyniąc państwo nie sterownym i dryfującym w nieznanym kierunku. Egoistyczna, zachłanna, niezlustrowana klasa polityczna traktuje mandaty poselskie i senatorskie jako premie za usługi wobec liderów partii, a posady ministerialne jako nagrody dla szczególnie zasłużonych. Zostaje się ministrem na kilka miesięcy, potem półroczna odprawa i apanaże i trzeba zwolnić miejsce dla kolejnego zasłużonego – kadencja parlamentarna i żywot rządu jest krótki, nie starczy czasu i pieniędzy, żeby wszystkich obdzielić. A po nas choćby potop!

Miejmy nadzieję, że Premier, w swojej deklaracji, oferuje nam inne JOW, bardziej przypominające system brytyjski. Bo jeśli to ma być kolejny wariant JOW w stylu Jelcyna-Putina, to lepiej, żeby się tak nie trudził i raczej pojechał gdzieś na narty albo poserfował na wietrze po jakimś ciepłym morzu.

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.