/Syjamscy bliźniacy

Syjamscy bliźniacy

Oglądam ci ja tę polską telewizję (prywatną i publiczną) i dochodzę do wniosku, że scena polityczna w Polsce zaludniona jest syjamskimi bliźniakami. Syjamscy bliźniacy jak wiadomo bez siebie żyć nie mogą. Pozrastani są różnymi częściami organizmu i odłączysz jednego – umrze drugi. Trzeba dopiero skomplikowanych operacji, do których zdolne są jedynie te kraje, w których nie ma Narodowych Funduszów Zdrowia i państwowych szpitali.

Zawsze zastanawiałem się jakie uczucia łączą syjamskich bliźniaków. Czy oni się kochają, czy też nienawidzą? No, bo jak np. jeden chce spać, to drugiemu chce się oglądać telewizję. Jeden chce na spacer, a drugi akurat ma ochotę odwiedzić łazienkę. Raczej więc chyba muszą się serdecznie nie znosić – no, bo z jednej strony natura ich złączyła, ale psychika ich dzieli.

Dlaczego twierdzę, że polskie życie publiczne zaludniają syjamscy bliźniacy?

To proste. Idzie trzeci miesiąc od kiedy rządzi Donald Tusk, a głównymi tematami w rządowych oświadczeniach ciągle tylko jest to co zrobili, albo czego nie zrobili ci z PiS-u. A to Ziobro stłukł laptopa, a to Olszewski nie tak poprzekładał papiery, a to Religa zostawił puste szuflady. No słowem Platforma żyć bez PiS-u nie potrafi. Z jednej strony odcina się, ale co to za odcinanie kiedy na każdym kroku widać jak obie te partie są sobie potrzebne.

Ba, w gruncie rzeczy obie syjamsko bliźniacze partie napędzają sobie elektorat. Kiedy wyborca widzi bezradność Pana Donka, natychmiast bardziej zaczyna przechylać się w stronę PiS-u. I wtedy notowania PiS rosną, aż do czasu kiedy Jarosław Kaczyński zorganizuje konferencję prasową i wystąpi przed kamerami. Po jego wypowiedziach natychmiast duża część wyborców zaczyna popierać Platformę.

I tak dookoła Wojtek. W końcu połowa tych co głosują na PO robi to z nienawiści do kaczorów i odwrotnie, przeciwnicy liberałów z zaciśniętymi zębami oddają głos na PiS.

Kierownictwa obu partii doskonale zdają sobie sprawę z tego zjawiska i jedyne czym się na prawdę zajmują to podsycanie nienawiści do przeciwnika. A tak zbudowana polityka wymaga, żeby ten przeciwnik istniał. Z jednej więc strony atakują się wzajemnie, ale z drugiej modlą się, żeby przypadkiem nie zniknął ze sceny.

No, i mamy typowy kompleks syjamskiego bliźniaka – nienawidzę cię, ale ponieważ mamy wspólny przełyk, żołądek i dwunastnicę to niestety jesteśmy na siebie skazani.

Do tej dwójki głównych syjamów – PO i PiS poprzyrastani są bracia mniejsi syjamscy – SLD i PSL. Oni też podgryzają braciszków, ale kiszeczki mają wspólne.

Weźmy np. ubiegłotygodniową informację o pożyczkach, jakie posłowie zaciągają w sejmowym funduszu socjalnym. Biorą po kilkadziesiąt, a nawet kilkaset tysięcy na znakomitych warunkach, bez odsetek – potem oczywiście bardzo często zalegają ze zwrotem.

A co powiedzieć o finansowaniu partii politycznych z budżetu państwa. Jest to najzwyczajniej rozbój w biały dzień, nie tylko ze względu na brak zgody obywateli. Również dlatego, że taki system wyklucza z góry z konkurencji o mandaty (również samorządowe) partie lokalne, stowarzyszenia miejskie i wiejskie, mówiąc obrazowo miażdży życie obywatelskie na dole.

Wszystkie te zagadnienia są poza debatą publiczną. Nasi syjamscy bliźniacy z różnych ugrupowań, godzinami kłócić się będą o zakichaną obudowę laptopa, albo o której godzinie minister miał przybyć do prezydenta, ale kwestii własnych przywilejów nawet w debacie publicznej nie dotkną. Wiadomo – wspólne kiszeczki.

Jest tylko jeden sposób na oddzielenie naszych syjamów – nazywa się Jednomandatowe Okręgi Wyborcze. Jednak nasze syjamy w życiu nie dopuszczą do oddzielenia się od braciszka. Musieliby wówczas zająć się jakąś pozytywną działalnością na własną rękę, a oni przecież nie są do tego zupełnie przygotowani. A poza tym oczywiście wielu z nich by tej operacji nie przeżyło. I jest to chyba jedyny taki przypadek, gdzie nie będzie grzechem westchnąć sobie w duchu: I chwała Bogu!