/Apel do Zarządu Związku Miast Polskich

Apel do Zarządu Związku Miast Polskich

Dziękuję Panu Prezydentowi Ryszardowi Grobelnemu za zaproszenie na posiedzenie Zarządu Związku Miast Polskich, a Państwu za to, że byliście uprzejmi tę propozycję zaakceptować.

Zabieram głos w imieniu Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Muszę powiedzieć dwa słowa o tym, jak rozumiemy słowo ruch obywatelski. Dzisiaj co druga partia polityczna, kamuflując swoją istotę, przybiera nazwę ruchu społecznego albo obywatelskiego i łatwo się w tym pogubić. Nasz Ruch, w odróżnieniu od tych wszystkich innych ruchów ma, po pierwsze, jeden, jedyny jasno określony cel: jest nim wprowadzenie zasady JOW w wyborach do Sejmu. Po drugie, Ruch nasz nie tworzy sformalizowanych struktur, nie tworzy zarządu i zapisów, nie ma czegoś takiego jak członkostwo, jest otwartym ruchem obywatelskim, do którego każdy może przystąpić w dowolnym momencie i w dowolnym momencie z niego wystąpić. Ruch nasz inkorporuje wszystkich ludzi i wszystkie grupy, jakie działają na rzecz zmiany systemu wyborczego, bez względu na ich przynależność partyjną czy polityczną.

Ruch nasz działa już od 16 lat, organizując spotkania, odczyty, kongresy, manifestacje, wydając książki, broszury, gazetki i ulotki. Zorganizowaliśmy ok. 100 konferencji na terenie całej Polski, zorganizowaliśmy cztery większe manifestacje publiczne, które nazwaliśmy Marszami na Warszawę. Dowodem na to, że praca uczestników Ruchu jest zauważana, jest nie tylko fakt zaproszenia mnie na Wasze spotkanie, ale przede wszystkim fakt, że od 2002 roku prawie 300 wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, wybranych w bezpośrednich, jednomandatowych wyborach, zadeklarowało gotowość objęcia Patronatem Honorowym naszego Ruchu. Listę naszych PH znaleźć można na stronie internetowej Ruchu www.jow.pl. W Zarządzie Związku Miast Polskich zasiada szereg osób z tego grona i jest mi niezmiernie miło stwierdzić, że należy do nich Wielce Szanowny Prezydent Poznania, Pan Ryszard Grobelny.

Ruch nasz powstał z przekonania, że III Rzeczpospolita, której 20 rocznicę powstania właśnie hucznie obchodzimy, urodziła się ułomna, a ta ułomność przeszła w stan chronicznej choroby, która z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, się pogłębia. Objawy tej choroby są rozliczne i wszyscy Państwo jesteście w stanie podać całą ich długą listę. Nie będę takiej listy przytaczał, a wskażę tylko na zasadniczy, główny objaw tej choroby. Jest nim organiczna, immanentna słabość naszego państwa, miękkie państwo – jak pisze socjolog dr Wojciech Błasiak. Nasze państwo, jest słabe, niezdolne do wywiązywania się ze swoich obowiązków względem obywateli, ponieważ brak mu podstawowego elementu stabilności, jakim jest stabilny i kompetentny rząd.

Kilka dni temu premier dokonał ważnej zmiany w swoim gabinecie, dymisjonując prof. Ćwiąkalskiego i powołując na stanowisko ministra sprawiedliwości Andrzeja Czumę, którego wszyscy chwalą, zarówno rządząca koalicja, jak i opozycja. Ale trzeźwe spojrzenie na sytuację, każe nam widzieć, że te pochwały i zachwyty nie na wiele się przydadzą i minister Czuma, bez względu na jego wielkie zasługi dzisiaj czy w przeszłości, skończy tak samo jak inni. Jest bowiem Andrzej Czuma 18. ministrem sprawiedliwości od 1989 roku, co oznacza, że czas sprawowania urzędu ministra sprawiedliwości trochę przekracza jeden rok.

Ale czy w innych resortach jest inaczej? Nie, we wszystkich resortach jest dokładnie tak samo, w niektórych jeszcze gorzej. Np. minister Sawicki jest de facto 24. ministrem rolnictwa, Schetyna jest 18. ministrem spraw wewnętrznych, Vincent-Rostowski jest 17. ministrem finansów, a od 1996 roku mieliśmy już 16. ministrów skarbu! To samo ze zdrowiem, to samo z obroną, to samo z edukacją. Na szczęście rotacja na fotelu premiera jest nieco skromniejsza, bo Donald Tusk jest zaledwie 14. premierem RP od 1989 roku! Czy w takiej sytuacji można mówić, a nawet marzyć o silnym państwie, o państwie wywiązującym się ze swoich obowiązków? Czy od ministrów takiego rządu można oczekiwać służby publicznej? To są pytania retoryczne.

Nasz Ruch wskazuje na istotną i najważniejszą przyczynę takiego stanu rzeczy: jest nim wadliwy, szkodliwy, korupcjogenny, destabilizujący państwo system wyboru elit politycznych, przede wszystkim ordynacja wyborcza do Sejmu.

Wielki myśliciel hiszpański, światowej sławy politolog i filozof, Jose Ortega y Gassett w swojej głównej książce Bunt mas napisał:

Zdrowie demokracji, każdego typu i każdego stopnia, zależy od jednego drobnego szczegółu technicznego, a mianowicie: procedury wyborczej. Cała reszta to sprawy drugorzędne. Jeśli system wyborów działa skutecznie, jeśli dostosowuje się do wymogów rzeczywistości, to wszystko jest w porządku, natomiast jeśli tego nie robi, to demokracja zaczyna się walić, chociażby cała reszta działała bez zarzutu… Instytucje demokratyczne nie oparte na autentycznych wyborach są niczym.

Nasz Ruch podziela zdanie Ortegi y Gassetta i propaguje ordynację na wzór Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Aby zrozumieć dlaczego wystarczy porównać naszą sytuację z sytuacją w Zjednoczonym Królestwie: od 1979 roku Wielka Brytania ma 4. premiera: po Margaret Thatcher, Johnie Majorze i Tony Blairze premierem jest dzisiaj Gordon Brown, a więc premierem zostaje się w Wielkiej Brytanii na około 10 lat! Wiem, że dla niektórych to może brzmi okropnie, że któryś z naszych premierów mógłby swój urząd sprawować przez 10 lat, ale nie ulega wątpliwości, że tylko w takiej sytuacji możemy mówić o stabilnym państwie.

Jeśli mamy wątpliwości, czy to ordynacja wyborcza jest głównym źródłem niestabilności i nierządności państwa, to wystarczy ją porównać z dwudziestoleciem międzywojennym. Wtedy też mieliśmy partyjne ordynacje wyborcze i słabe, niewydolne państwo. Ostatni premier II RP gen. Sławoj-Składkowski był 19. premierem w okresie 20 lat i sytuacja we wszystkich resortach była podobna do dzisiejszej, a nawet gorsza. Zanim Marszałek Piłsudski dokonał w 1926 roku Zamachu Majowego, II RP miała już 12. ministrów spraw wojskowych!!

Państwo zresztą najlepiej wiecie, jak stabilizuje rządzenie odpowiednia ordynacja wyborcza. Wszyscy wiecie, jak zmieniła się sytuacja w Waszych gminach z chwilą zmiany ordynacji wyborczej i wprowadzenie bezpośrednich wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

Jednak wasze wybory ujawniły, z całą mocą jeszcze jeden ważny aspekt naszej sytuacji społecznej i politycznej: ujawniły, że obywatele III RP, w swojej masie odrzucają obecne partie polityczne, nie mają do nich zaufania, reagują na słowo partia alergicznie i kiedy tylko mogą, dokonują wyborów odmiennych od tych, jakie sugerują partyjni liderzy. Spójrzmy na zbiorcze wyniki wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast w latach 2002 i 2006:

2002

2006

zmiana

Bezpartyjni

1882

76,04%

2014

81,74%

+132

+5,70%

SLD

227

9,17%

46

1,87%

-181

-7,30%

PSL

333

13,45%

253

10,27%

-80

-3,18%

Samoobrona

19

0,77%

25

1,01%

+6

+0,24

PO

4

0,16%

46

1,87%

+42

+1,71%

PiS

2

0,08%

77

3,13%

+75

+3,05%

LPR

8

0,32%

3

0,12%

-5

-0,20%

Razem

2475

100,00%

2464

100,00%

-11

Ta tabela ujawnia główną przyczynę, dla której partie polityczne tak panicznie boją się wprowadzenia JOW w wyborów do Sejmu: obawiają się że takie wybory rozbiłyby w proch i pył obecny układ polityczny i wykreowałyby zupełnie inną scenę polityczną! Nie chodzi tu przy tym o personalia, bo nawet gdyby w nowych wyborach mandat uzyskały te same osoby, to nowy system wyborczy zmusiłby je do działania w innych warunkach i w inny sposób.

Jeśli zabieram tutaj dzisiaj głos, to w przekonaniu, że moje stanowisko jest podzielane przez bardzo wielu z was. Żądanie JOW w wyborach do Sejmu pojawia się dzisiaj wszędzie. Dodajmy: wszędzie, z wyjątkiem głównych mediów publicznych i niepublicznych, z wyjątkiem telewizji i radia. Wiemy o tym, że PO już ponad 3 lata temu zebrała ok. 750 tysięcy podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie JOW. Najbardziej nie do uwierzenia jest to, że ten prawie milion podpisów obywatelskich powędrował do kosza, a Sejm nie poświecił im ani chwili uwagi! Sejm ostentacyjnie okazał lekceważenie swoich wyborców, ale też udowodnił, że de facto obywatele polscy nie mają prawa do referendum, bez względu na to, ile podpisów zbiorą!

Zwracam się do Związku Miast Polskich, ponieważ najlepiej wiecie, jak wielkie znaczenie ma ordynacja wyborcza i jak wprowadzenie bezpośrednich wyborów wpłynęło na życia waszych miast i zarządzanie nimi. Wiecie też coś innego: że zarzuty, jakie wrogowie JOW publicznie wysuwają są nic nie warte! Ta sprawa wymaga rozwinięcia, ale nie mam dzisiaj czasu, aby ją szerzej rozwinąć i wykazywać punkt po punkcie. Wskaże tylko najczęściej podnoszony: że w JOW wygrywaliby sami bogacze, oligarchowie, mafiosi, stokłosy! Dwukrotne już wybory w JOW wójtów, burmistrzów i prezydentów miast całkowicie ten zarzut sfalsyfikowały, a jego stawianie jest w gruncie rzeczy kalumnią rzuconą wyborcom i ludziom, którym ci wyborcy powierzyli władanie gminami!

W imieniu Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW proszę Was o poparcie tej niezbędnej naszej Ojczyźnie zmiany. Szczególnie teraz, kiedy właśnie się pojawił list trzech byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego postulujących zasadniczą rewizję Konstytucji. Mam nadzieję, że to otwiera drogę do prawdziwej debaty publicznej. W tej debacie nie może zabraknąć Związku Miast Polskich. Wierzę, że zdecydowana postawa Związku Miast Polskich w tej sprawie, a może wsparta jeszcze związkami gmin wiejskich i miasteczek, może przynieść rozstrzygnięcie i uwolnienie Polski z łańcuchów partyjnictwa i przecięcie pępowiny łączącej III Rzeczpospolitą z PRL.

Poznań, 6 lutego 2009